tytuł notatki ( data: 2011-06-02 02:37:41   /   wyświetleń: 459   /   autor: FARMEROS   /   pobierz notatkę na dysk )



Dzień był taki piękny. Szedłem uśmiechnięty przez park, podziwiając w koło piękno przyrody. Śpiew ptaków, szum liści i cichy gos moich kroków wprawiał mnie w błogostan. Usiadłem na ławce obserwując kaczki taplające się w wodzie. Po jakimś czasie podszedł do mnie jakiś niski dzieciak. O coś mnie zapytał, niestety po chwili zapomniałem o co mu chodziło. Próbowałem coś powiedzieć, ale wydałem z siebie tylko jakiś dziwny odgłos, ktory zabrzmial jak skrzyzowanie muczącej krowy i jelenia na rykowisku. Dzieciak się chyba przestraszył i uciekł. Najprawdopodobniej roześmiał się i po prostu pobiegł dalej. Po kolejnej dluzszej chwili wstałem i potoczyłem się w stronę domu. Mimo tego, że droga się dłużyła, dobry humor nie ustępował. W końcu wylądowałem na klatce schodowej i zacząłem wspinać się po schodach, do mieszkania. Naprawdę, czasami irytujące jest wchodzenie na 6 piętro. Na pewno męczące. Prawie dosłownie wturlałem się do otwartego mieszkania i wczołgałem od razu na łóżko. Teraz miałem już naprawde wszystko gdzieś i zamknąłem oczy. Ktoś przechodził obok mnie. Resztkami trzeźwości umysłowej rozpoznałem tam gdzieś Pat'a, mojego współlokatora. Powoli robilem sie naprawde, naprawde zmeczony. Po dłuższej chwili wpatrywania się w sufit zasnąłem.   
   
---   
W nocy znowu śnił mi się ten sam koszmar. Leżałem na łóżku, a Halle Berry i Beyonce masowały moje nagie uda. Cieszyłem się jak głupi, a one masowały je coraz wyżej i wyżej. Gdy były już naprawdę blisko moich jąder, do pokoju weszła naga Queen Latifah i obudzilem sie z krzykiem. Znowu.   
   
     
---     
     
Obudziłem się z astronomicznym bólem głowy. Wczoraj chyba troszkę za bardzo dałem w palnik. Lekko zamroczony usiadłem na kanapie. Rozglądnąłem się po pokoju. Był trochę w nieładzie. Powyciągane szuflady i ich zawartość na środku pokoju. Rozsypana szafa i telewizor stojący na podłodze, miast na stoliku. W sumie, to był bardzo w nieładzie. Nie rozumiejąc jeszcze zbytnio co się wokół mnie dzieje, wstałem i poszedłem do toalety. Otworzyłem drzwi i doznałem szoku. Siedział tam mój współlokator. Co w tym szokującego? Miał całą obitą twarz, zakrwawioną koszulę i był raczej nieświadom tego, co się w koło dzieję. Trzeźwość umysłu wróciła w ułamek sekundy - zacząłem nim trząść z nadzieją, że się ocknie. Otworzył swe oczy i spojrzał na mnie. Wydawalo mi sie ze wyglada na wkurwionego, ale on tylko próbował otworzyć jedną z powiek. Zapytałem, czy żyje, na co otworzył tylko parę razy usta i je zamknął. Twardziel.
Bez słowa wziąłem go pod ramie i poszliśmy w stronę kuchni. Odkąd mieszkałem razem z patem, troche się go bałem. Strasznie nieprzyjemny typ o posturze dwudrzwiowej szafy. W kuchni posadziłem go na krześle i wyjąłem z apteczki w szafce bandaże, plaster, wodę utlenioną i jakiś preparat na opuchliznę. Zgrywając męską wersje dr. Quinn, zdjąłem mu jego postrzępioną koszulę i przy świetle dokładnie obejrzałem jego obite ciało. Nie wyglądało to zbyt dobrze. Multum siniaków i najprawdopodobniej połamane żebra. Trzeba będzie zawieść go do szpitala. Nie mogłem dużo zrobić, więc po prostu przeniosłem go do zaparkowanego pod domem samochodu i ruszyliśmy. Dopiero w środku trochę się uspokoiłem. Zacząłem wypytywać Pata o szczegóły, lecz ten nie był w stanie nic powiedzieć. W sumie, to... zemdlał. Znowu. Przyśpieszyłem i w szpitalu byłem już po 10 minutach jazdy. Wbiegłem z nim do holu i zaraz zabrano go na jakąś sale. Wypełniłem formularz z danymi i usiadłem na korytarzu. Coraz bardziej się denerwowałem. Lekarz zadawal mi bardzo dziwne pytania w stylu "co mu sie, kurwa, stalo?". Z braku pomysłu palnęłem tylko, że spadł z naprawde wysokich schodów.

------ 
 
Po jakichś dwóch godzinach przyszła pielęgniarka i powiedziała mi, że pat jest tylko silnie poobijany i będzie mógł wyjść dopiero jutro. Podała mu znieczulenie, zrobiła pare opatrunków i dała lek nasenny. Szczęściarz, pomyślałem.
Powiedziała też, że twierdzi, że nic nie pamięta. Nie dość że szczęśliwy, to i niegłupi.
Trochę się uspokoiłem i pojechałem do domu, kupując po drodze czteropak piwa i paczkę papierosów.
 
------ 

Nie było mowy o telefonie na policję, po tym co powiedziałem pielęgniarce. Poza tym, w mieszkaniu miałem tyle schowanej trawy, że na luzaku mógłbym zjarać wszystkich obywateli jakiegoś małego państewka w afryce.
Sprzątanie szło mi całkiem nieźle, miałem wreszcie czas zastanowić się, co się mogło wydarzyć. Po długiej dedukcji jednak do niczego nie doszedłem. W zasadzie nic mojego nie zginęło, to nie ja dostałem wpierdol, to nie ja leże teraz w szpitalu. Pat mi wszystko jutro wytłumaczy. Tymczasem, wizja spania w tym miejscu samemu nie nastrajała mnie optymizmem.
Usiadłem spokojnie na fotelu i zaczalem skrecac blunt'a. Otworzyłem piwko, odpalilem skreta i wlaczylem tv.
Nie moglem sie skupic na obrazie, caly czas jedna mysl kolatala mi sie w glowie. Co, jeśli tej nocy 'Ktoś' złoży tu wizyte ponownie? Trzeba stąd wypierdalać.
-----
Zanim skonczylem palic i pic browar minęło jakieś 20 minut, a skończyłem sprzątać po jakiejś godzinie. Było już po południu. Większych szkód, niż wybita szybka w komodzie i rozjebana na podlodze w kuchni szama, nie uswiadczylem.
Wpakowalem sie w samochod i zaczalem sie zastanawiac, co tu zrobic.

English · Katalog notatek · Pomoc · Kontakt

Copyright © 2009 Kamil Rudnicki · On-line 4 monitorowanie pracowników