1-2-3 ( data: 2010-11-11 15:18:40   /   wyświetleń: 282   /   autor: sylaa   /   pobierz notatkę na dysk )



Słońce świeciło prosto w oczy, budząc młodego, ciemnowłosego mężczyznę. Sasuke ziewnął, leniwie przeciągając się. Wziął szybki prysznic, ubrał się w jasny golf i błękitne, lekko obcisłe jeansy. Idąc do swojego dużego, wypełnionego nierozpakowanymi kartonami pokoju, spojrzał w lustro.
Sasuke można było uznać za piękność z jego jasną cerą, naturalnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi oraz długimi palcami. Delikatnie różowawe usta i onyksowe oczy ze srebrnymi refleksami dopełniały dzieło. Ciało miał sczupłe, ale umięśnione.
„Hmm.. pierwszy dzień w nowej szkole.. może będzie ciekawie”-pomyślał i spojrzał na zegarek.-„Idealnie. Mam jeszcze sporo czasu.”
-Sasuke, chodź na śniadanie-usłyszał  głos z dołu. Zszedł po marmurowych schodach do kuchni.
-Aniki, nie musiałeś-burknął z wyrzutem.
-Jedz i nie gadaj, nie musisz mi dziękować-odparł z szelmowskim uśmieszkiem.
-Dzięk..-Itachi przerwał mu kładąc swój palec na jego usta. Spojrzał troskliwie i wyszedł z kuchni.
Sasuke zjadł szybko swoją porcję. Zabrał portfel , nałożył kurtkę, ciemne okulary i udał się na stację metra.
„Co tym ludziom jest, gdzie nie pójdę to mało im głowy nie powykręca tylko odwracają głowy i gapią się”-myślał znużony. Przecież to oczywiste, że będą się lapmić, gdy idzie ktoś tak perfekcyjnie wyglądający jak on. W końcu przyjechało metro. Usiadł obok jakiegoś blondwłosego chłopaka. Przyjrzał się dokładnie jego mundurkowi, bez wątpienia-był z jego nowej szkoły.
„O już wysiada!”-poinformował siebie w myślach. Wstał i podążył za chłopakiem. Gdy byli już prawie u wejścia do szkoły, Sasuke podszedł do niego.
-Um.. Wiesz może gdzie jest pokój dyrektora?-zapytał.
-Chyba dyrektorki.-bezczelnie odpowiedział blondyn.
-Dobra dobra, wynika że dobrze wiesz gdzie to jest.-burknął podirytowany.- Możesz wskazać mi drogę lub mnie tam zaprowadzić?
-Dobra dobra, wynika że jesteś nowy-drażnił się z ciemnowłosym naśladując jego wypowiedź.-Przedostatnie drzwi po lewej-powiedział pokazując ręką drogę.
Sasuke kiwnął głową w podziękowaniu i poszedł w wyznaczonym kierunku. Korytarz był długi, ale wąski. Ściany pomalowane na czerwono i zdobione złotymi freskami. Stanął przed drewanianymi drzwiami. Zapukał głośno i gdy usłyszał niezachęcające do wejśćia ‘proszę’ pociągnął złotą klamkę. Dyrektorka siedziała w fotelu, przeszywając wzrokiem nowego ucznia.
-Usiądź-powiedziała miękkim, ale rozkazującym tonem. Sasuke zdjął okulary i schował do wewnętrznej kieszeni kurtki. Z naturną mu gracją usiadł posłusznie w fotelu naprzeciwko dość młodo wyglądającej kobiety w dużym dekoltem podkreślającym wielkość jej piersi. Miała blond włosy i fioletowy znak na czole, jak u jakiejś żonatej hinduski.
-Jak wiesz, jestem dyrektorką tej szkoły, Tsunade. Ty musisz być, yyy-wzieła do ręki jakiś plik papierów-Uchiha Sasuke.
-Zgadza się.
-Dołączysz do klasy 2-2. Numer twojej szafki to 69-wręczyła mu kluczyk.-Shizune!!!-krzyknęła, a zza drzwi wyłoniła się drobna czarnowłosa kobieta ubrana w jasne kimono.-Shizune, weź jego wymiary na uniform.
-Haai!-odpowiedziała pośpiesznie z udawanym entuzjazmem. Wyciągnęła z kieszeni miarkę krawiecką, jakby była przygotowana na tę okoliczność. Sasuke automatycznie wstał i podniósł pod kątem prostym jedną rękę. Kobieta zapisała wymiary.-Przyjdź tutaj po szkole odebrać uniform.
-No to na tyle. A teraz won do nauki!-wrzasnęła Tsunade „zachęcająco”. Sasuke bez wahania wyszedł z tego cyrku.
Zorientował się, że było już po dzwonku. Przechadzał się pustymi korytarzami szukając swojej klasy. Słyszał jedynie tupot swoich stóp o kafelki, co było dość nowym jak dla niego zjawiskiem. W jego starej szkole zawsze słyszał jakiś jazgot, ale tu jego zmysły były jakby zagłuszone. Dziwna aura unosiła się w powietrzu. Takiej spokojnej nostalgii. W końcu dotarł przed swoją klasę. Serce zamarło mu, gdy otwierał drzwi do miejsca, w którym spędzi prawdopodobnie prawie dwa lata. Po wkroczeniu bicie jego serca wyło mu w uszach jak dzwony kościelne. Nie słyszał pytań, tylko mówił automatycznie.
-Nazywam się Uchiha Sasuke.
Objął wzrokiem wpatrzonych z zaciekawieniem w jego stronę uczniów. Jakby ktoś nim sterował, usiadł na wolne miejsce, które wskazał mu nauczyciel. Wygodnie oparł się o krzesło i dopiero zauważył, z kim siedzi. Był to ten bezczelny blondyn, z którym jechał metrem. W końcu wrócił do siebie. Słyszał szepty podnieconych dziewczyn, które już napalone patrzyły, prawdopodobnie ich zdaniem dyskretnie, ale w rzeczywistości ujawniały swoją wścibskość z każdym odwróceniem głowy. 
Chłopak siedzący obok niego ściskał długopis w garści, w celu pohamowania swojej złości. Zapewne zdawał sobie sprawę, iż ‘nowy’ jest obiektem zainteresowania, a może był zazdrosny?
-Nie mogę już na to patrzeć-powiedział oburzony nauczyciel.-Koniec lekcji, róbcie co checie, tylko cicho.
-Dziękujemy Iruka-sensei-krzyknęło kilka dziewczyn.
Różowowłosa dziewczyna podeszła do chłopaka, który za jej jednym skinieniem ręki usunął się z miejsca. Siedziała teraz naprzew ‘nowego’.
-Cześć Sasuke-kun, nazywam się Haruno Sakura-powiedziała słodko opierając łokcie na ławce.
-Miło mi-odpowiedział z udawanym zainteresowaniem.
Sakura spojrzała wymownie w stronę chłopaka siedzącego obok Sasuke. Ten zrozumiał o co jej chodzi. Nie mógł jej się sprzeciwić.
-Anoo-jęknął troche niepewnie. Uchiha skierował głowę w jego stronę-Nazywam się Uzumaki Naruto-powiedział z szerokim, szczerym uśmiechem. Sasuke odwzajemnił ten uśmiech.
Sakura wstała. Jedno miejsce w pierwsza ławka w środkowym rzędzie zwolniła się.
-Chodź Sasuke-wzięła chłopaka za rękę. Zaniepokojona spojrzała w jego stronę. Dłon była zimna, blada, sina, ale za to bardzo delikatna i gładka. Pociągnęła go ze sobą. Chłopak usiadł w ławce. Po chwili Sakura stanęła przed tablicą. Napisała swoje imie i nazwisko. Nastała kompletna cisza w klasie, jakby oczekiwali jakiegoś występu. Dziewczyna ponownie przedstawiła się, powiedziała co lubi, jakie ma zainteresowania, zwykła paplanina. Po jej ‘przemówieniu’ inni też poszli w jej ślady. Sasuke obserwował dokładnie i zapamiętywał każdą osobę, jakby były to dane, jakich musi nauczyć się przed sprawdzianem życia. Z każdą zmieniającą się osobą czuł coraz większe ciepło w sercu, a do oczu napływały mu łzy, szczęścia. W żadnej szkole nikt nie traktował go tak dobrze, jak tutaj.
Minęły już wszystkie lekcje. Nowi znajomi proponowali mu wypad do Shibuyi, bądź chociaż odprowadzenie do domu, jednak nie chciał zawracać nikomu głowy. Osobiście chciał tylko wrócić i chociaż rozpakować swoje rzeczy.
Odebrał mundurek od Shizune. Powolnym krokiem szwendał się po okolicach szkoły. Nie zwracał uwagi na ludzi, podekscytowany dzisiejszym dniem czuł, jakby strzała amora ugodziła go prosto w serce. W głowie miał tylko Sakurę. Dla niego była pewnego rodzaju wybawicielką. Dziewczyna tak miła, przyjazna, serdeczna, kochana.  Dzięki niej, tak szybko został zaakceptowany przez klasę. Sam fakt, że to ona wyciągnęła do niego rękę, był niesamowity.
Było już ciemno, sam nie wiedział gdzie jest. Z zamyślenia wyrwała go ciemność, której tak bardzo się bał. Mała uliczka, nieoświetlona przyprawiała mu dreszczy. W takim miejscu jak to, z powodu nocnej ślepoty nic nie widział. Od dwóch lat męczyło go to schorzenie, sam nie wiedział nawet jak je nabył. Stawiał kroki przed siebie, bez skutku. Ciągle nic nie widział. Nagle ktoś uderzył go w głowę.. stracił przytomność.
Obudził się w dziwnym,bardzo mocno oświetlonym miejsu. Powoli otwierał oczy,przyzwyczajając je do światła. Nachylona nad nim postać.. chłopak.. białowłosy..
-Night blindness?-zapytał śmiejąc się.
-What the fuck.. I’m back in America?-wybełkotał.
-Chigau(jeteś w błędzie)! Jesteśmy w Japonii-złapał go za golf i przyciągnął do siebie-nie było mnie dziś na lekcjach, a szkoda. Chciałem cię poznać, Sasuke. Nazywam się Houzuki Suigetsu.
Czarnowłosy wyczuł, że ma skrępowane ręce. Przestraszony szeroko roztworzył oczy, doglębnie obserwując swego oprawcę.Chłopak miał proste białe włosy, w świetle niebieskawe. Grzywka nasuwała się mu na oczy, jednak Uchiha był w stanie dostrzec fioletowe tęczówki wpatrywające się w niego z uznaniem. Nagle Sasuke poczuł czyjąś rękę na klatce piersiowej. Cwaniaczkowaty uśmiech pojawił się na twarzy Suigetsu. Białowłosy rozluźnił uchwyt. Sasuke bezwładnie zsunął się po ścianie.Dłoń Suigetsu znalazła się na przyrodzeniu, jednak spostrzewszy szybko ją zabrał. Podwinął sweter czarnowłosego, całkowicie odsłaniając jego perfekcyjny torst. Palcami badał każdy mięsień, każde żebro. Delikatnie ściskał i pocierał jego sutki. Przybliżył swoją twarz do jego. Musnął palcem po jego ustach. Sasuke jedynie zacisnął zęby. Nie miał już nawet siły o cokolwiek błagać. I tak byłoby to bez sensu. Co zechce, to zrobi. Zamknął powieki. Poczuł dreszcze, na samą myśl co może się stać. Przewidział już z dwadzieścia możliwości, jedna gorsza od drugiej. Czekał na werdykt. Jednak nic. W końcu przestał czuć dotyku Suigetsu. Zdezorientowany spojrzał na niego. Białowłosy stał nad nim, z tym samym jak wcześniej, cwaniaczkowatym uśmiechem.
-Wybacz, że w taki sposób-zaśmiał się-ale wiedziałem, że więcej okazji nie będzie.
-Co?-spojrzał nierozumiejąc.
-Krzesło. 1-0 yyy-zająkał się-nieważne. Musiałem coś na tobie sprawdzić. Wybacz, że w taki sposób, ale to jedyny jaki przyszedł mi do głowy. Wydawało mi się, że jesteś od Orochimaru, więc szukałem jego pieczęci. Ale na szczęście się myliłem-zaśmiał się- Tak aporpo, to masz perfekcyjne ciało.
-Co by---
-Zabiłbym cię-przerwał mu kucając i przykładając ostrze do jego gardła, jednak po chwili zabrał je.
Sasuke przełknął slinę. Kim on do diabła jest? Zabójca? Bandyta? Gwałciciel? Alfons? Diler? Terrorysta?!
-Pytania same nasuwają ci się na twarz. Jestem, powiedzmy przywódcą, pewnej grupy. Od dziś i ty do niej należysz. Muszę pilnować, abyś cicho siedział. Rozwiążę cię i spadaj na chate jak najszybciej. Piśniesz słowem-pokręcił głową- to nie żyjesz-przeciął sznur oplatający nadgarstki chłopaka-no gotowe. Uważaj na siebie-zaśmiał się szyderczo.
Sasuke oparł się wygodnie o oparcie. Podróz metrem potrwa dobre pół godziny. Spojrzał na nadgarstki. Całe sine. Ciekawe ile musiał tam leżeć zanim się przebudził. Itachiego na jego szczęście zapewne nie ma w domu. Zadawałby niewygodne pytania, opatrywał rany, próbował pomóc. Ale jemu nie można już pomóc. Gęba na kłódkę i cichosza. 
Dlaczego to jemu zawsze musiało się przytrafiać? Ile razy w Ameryce banda niewyżytych gości chciała go sprzątnąć? Gdy jakaś dzieczyna maślanym wzrokiem patrzyła się na niego w szkole, a była zajęta, wtedy rozpoczynały się kłopoty. Kilka razy w miesiącu desperaci, którzy bardzo zazdrościli wdzięków Sasuke, grupami nawalali mu. Nie miał niestety szans na kilkanaście osób. Nawet po pewnym czasie odechciało mu się uciekać bądź bronić. Oczywiście po bójce oprawcy byli bardzo zadowoleni. Jednak uśmiech im z twarzy schodził, gdy Sasuke na następny dzień przychodził jak nowonarodzony. Rany, posiniaczenia z pomocą Itachiego goiły się bardzo szybko. Mimo to,winne są dziewczyny, które ciągle go adorowały. Na początku cieszył się, że jest wielbiony, tyle że on nie potrzebuje takiej miłości.
„W końcu wyjechałem do Japonii. A tu co? Już należę do jakiejś grupy przestępczej, a moje życie wisi na włosku”-nerwowo przeplatał palce-„Chociaż nie wszystko co tu się dzieje jest złe. Ot, istny niefart. Sakura jest taka miła..”-przymknął oczy przywołując jej twarz. Na ten widok uśmiechnął się sam do siebie.

English · Katalog notatek · Pomoc · Kontakt

Copyright © 2009 Kamil Rudnicki · On-line 3 monitorowanie pracowników